Spojrzal, dodal mi urody, a ja wzielam ja jak swoja...
Księga gości
 
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
1539
CO TO JEST MIŁOŚĆ...?
Co to jest miłość?
Nie wiem,
ale to miłe,
że chcę go mieć
dla siebie
na nie wiem
ile...
Gdzie mieszka miłość?
Nie wiem -
może w uśmiechu?
Czasem ją słychać
w śpiewie
a czasem
w echu...
Co to jest miłość?
Powiedz -
albo nic nie mów.
Ja chcę Cię mieć
przy sobie
i nie wiem
czemu...

O mnie
MarryCherry
27
,
Radom/Warszawa
Słówko o mnie
Przekorna ;)
Zobacz mój profil
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
52725
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
7538
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
54
Ale to już było i nie wróci więcej...
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
To co Wam dziś o sobie powiem...
Marzyć, kochać, snic... niedziela, 25 marzec 2012, 22:11
 Tydzień w Polsce minął tak szybko jakbym klasnela w dłonie. Próbowałam sie na zapas "nachapac", osluchac języka, napatrzec, nabyć z mama... 
Spelnilo sie w trakcie pobytu takie moje małe - może nie marzenie, ale zachciewajka... Otóż w Dzień Kobiet zapukał do mych drzwi kurier i wręczył (przy nie małym moim zdziwieniu) bukiet tulipanow w kolorze fuksji... Szkoda, ze nie mogłam ich ze sobą zabrać...

Wrocilam. Zmieniłam tok myślenia, nastawienia. Nawet jak cos mnie denerwuje to gniew w sobie gasze. Przecież w lipcu siostra wróci do Polski. Zostanę sama. Nie będzie Amelki, Kosteczka. Zatesknie, zaplacze nie raz pewnie... A teraz korzystam, bo są blisko... 

Mial być kontrakt od kwietnia. Papiery zostały wysłane, nie wróciły. Czekamy... Ale niepokój już mi sie udziela. Nie tylko mnie zreszta, Ci którym "na mnie" zależało nie kryją zdziwienia. Papiery powinny wrócić według nich momentalnie. Wiec czekamy... A ja staram sie nie myśleć, uspokajac, przecież będzie co ma być...

Moj Dom... sobota, 25 luty 2012, 17:24
 Jeszcze widac zaskoczenie na mej twarzy, bo oto moge bez zadnej kombinacji napisac post! Ciekawe jak dlugo :-)
A u mnie...
Wspominalam, ze mialam dostac kontrakt w pewnym miejscu? Wspominalam. Chodzilam wtedy na noce, teraz wrocilam na zmiany dzienne. Polubili mnie, co tu duzo gadac, a I chyba pracuje nie najgorzej - bo teraz tu ma sie dla mnie kontrakt znalezc. Zalatwiam papiery, dyplomy, karteluszki, swistki, referencje itd. Jestem dobrej mysli I od kwietnia zaczynam...
Poznalam wielu nowych ludzi, duzo mi pomogli I jakos tak pozytywnie... 
Szykuje sie nawet na to, ze wreszcie bede miala wlasny pokoj. Wspoldzielenie pokoju z tesciowa mej siostry to nigdy nie byl szczyt moich marzen. Wytrzymalam blisko pol roku I wystarczy. Chce miec swoj kat, chce spac w spokoju bez odglosow chrapania w tle I to takiego na fest... 
Mama przyjechala na tydzien, ale ledwie to odczulam. Pracowalam a na weekend wlasnie dostalam papiery z pracy w sprawe kontraktu I musialam znalezc na biegu kogos kto mi pomoze je wypelnic... Ale tak dobrze bylo ja miec przez chwile obok...
Za tydzien ja lece do Polski, juz nie moge sie doczekac...
Puenta jest taka, ze chyba jednak zostaje w Anglii... Ze to tu bedzie moj dom... Zreszta kto wie co przyniesie Los...
Czy ja jeszcze kiedyś napisze normalny post? :-)) sobota, 21 styczeń 2012, 15:34
 
No dobrze, kilka słów w komentarzu... niedziela, 08 styczeń 2012, 17:23
 
Fghhb - pomyłka :-) poniedziałek, 26 grudzień 2011, 10:59
 
Post nr 2 w komentarzu... poniedziałek, 31 październik 2011, 23:04
 
Post znajduje sie w komentarzu :-) niedziela, 23 październik 2011, 10:35
 
Może ludzie potrzebują drugiej szansy, bo czas nie był gotowy na pierwszą... Może... wtorek, 06 wrzesień 2011, 12:14
    Po co się zjawił? Nie znam odpowiedzi... Przyszedł, namieszał...

    W sobotę – zresztą nie bez przeszkód - się spotkaliśmy. Na trasie do Radomia był wypadek, chciał zawracać, przyjechać w niedziele. Ale w końcu objechał i dotarł…
W skrócie: było super. No i Wam starczy ;))
    A poważnie, było tak jak powinno być za pierwszym razem. Nie stracilibyśmy może tego czasu…
Nie mam złudzeń, nie jest idealny, ale jestem wpatrzona w niego jak w obraz. Lubię z nim rozmawiać, lubię go słuchać, lubię na niego patrzeć, lubię jego zapach, strasznie lubię słuchać jak w głos się śmieje… Fascynuje mnie ten facet!
Nawet jeśli kiedyś będzie Nam dane to nic nie będzie proste. Nie chcę się zatem nastawiać. Zresztą co tu planować teraz… Niby, jak stwierdził Anglia nie jest na końcu świata, ale myśląc realnie…
Poza tym czy będzie się odzywał?
Na pożegnanie przytulił mnie tak długo, na ucho szepnął, żebym byłam dzielna, pocałował w czoło i znów przytulił…
Potem dostałam smsa: „Jak Cię przytulałem, było mi tak dobrze…”.
Wierzcie lub nie, ale jestem mu wdzięczna, że nie pocałował. I tak już wszystko jest pochrzanione…

     W nocy jedziemy do Warszawy, o 5 nad ranem lecimy… Do „napisania” niebawem…
Słowami też można dotykać, nawet czulej niż dłońmi... poniedziałek, 29 sierpień 2011, 18:06
    „Chichot losu” – to mało na określenie tego co się stało ;) „Rechot losu” to jest to!       Wróćmy na chwilkę 5 miesięcy wstecz. Poznałam wtedy mężczyznę – wydawałoby się idealnego. „Znaleźliśmy się” jak dla mnie przez przypadek na Internecie. 9 dni spędziliśmy na korespondencji mailowej. To było wszystko jak oderwanie od rzeczywistości. Żyłam tymi wiadomościami. Najbardziej lubiłam te „dzień dobry”, „dobranoc” - wiadomości, takie tylko, że pamięta… Szybko się można przyzwyczaić… Ponieważ kilka dni dzieliło mnie od egzaminów zgodziłam się na spotkanie. Kompletnie nie szła mi nauka, myśli uciekały w inną stronę. Pamiętam jego szeroki uśmiech na mój widok…
    Co tu dużo będę pisać, spotkanie, dokładnie 10 dnia naszej znajomości niezmiernie Nas rozczarowało. Z mojej perspektywy: czułam, że mi bardzo zależy, ale dość duża różnica wieku mnie przytłoczyła. Nie potrafiłam wyluzować, jakbym kija połknęła… Byłam zła na siebie… Ale uśpił moją czujność mail, który sugerował, że tylko ja mam niesmak po tym spotkaniu. Jednak wiadomości przychodziły coraz rzadziej. Poprosiłam o szczerość…
- Maryś, jestem dla Ciebie za stary…
„Trudno” – pomyślałam. Fantastyczny facet, ale nie dla mnie. Było mi żal, że nie dostałam drugiej szansy ale nie nalegałam. Założyłam po prostu, że się nie spodobałam… Jeszcze przez jakiś czas liczyłam na to, że się odezwie…
    W PIĄTEK odwiedziła mnie „w chorobie” koleżanka. Jakoś mnie naszło i rozmawiałyśmy o nim…
    W SOBOTĘ robiłam porządki na komputerze, bo zostawiam go mamie. Dotarłam do tej naszej korespondencji, przeczytałam jednym tchem, obejrzałam zdjęcia, które mi wtedy przesłał…
    I jakież było moje zdziwienie gdy w NIEDZIELE (wczoraj) odczytywałam smsa od niego??? Chyba nie jesteście sobie w stanie wyobrazić!!!
- Witaj Maryś, wybacz ten niespodziewany kontakt. Jakoś mnie naszło od jakiegoś czasu by spytać co u Ciebie. Adam.
Wymieniliśmy kilka wiadomości. Napisałam, że wyjeżdżam 7 września. Poprosił o spotkanie. Oniemiałam! Jak to, teraz???
Dziś rano do mnie dzwonił. Poprosiłam o wyjaśnienia…
- Maryś, przestraszyłem się… Jesteś taka młoda. Ty właściwie dopiero zaczynasz poważne związki, ja już w zasadzie kończę ;) Tylko, że wciąż mam przed oczami Twoją twarz… Ciągle sobie wyrzucam, że nie dałem Nam szansy. Wiem, że jest późno, ale nie za późno. Mogłem w końcu wysłać smsa 7 września ;) Dasz mi szansę? Bardzo mi na tym zależy…
    I bądź tu mądry, pisz wiersze, słuchaj i bądź obojętny!!! Ale teraz? Ja wyjeżdżam! Tak strasznie tego chciałam 5 miesięcy temu…
    Ale musiałam się zgodzić żeby nie żałować. W Warszawie jestem jeszcze tylko do czwartku, nie mogliśmy tego dograć, ma przyjechać w weekend specjalnie do Radomia…
    Wczoraj gdy dostałam smsa zadzwoniłam od razu do wspomnianej koleżanki.
- Maria, ja przysięgam, napiszę kiedyś – jak obiecałam tą książkę o Twoim życiu. I jeszcze nagrodę zgarnę! Pieprzona telenowela! ;)
- A co ja mam powiedzieć? Oddychaj głęboko! ;)
    Rechot losu – jak to u żab…
PS. Wtedy zastanawiałam się (post z 14 kwietnia) po co pojawił się na mojej drodze… A teraz???

Naucz mnie kochać... piątek, 26 sierpień 2011, 20:31
     Jeszcze tylko 13 dni i lecimy: ja, siostra i Kostuś…
     Wspominałam już, że strasznie nie lubię latać samolotem? Miałam tą niewątpliwą nie-przyjemność dwa razy i obiecywałam sobie, że na tym poprzestanę…
    Ewidentnie też dalej jestem rozbita. Wszyscy mi mówią, że to widać. Ale, że skoro jestem tak nastawiona to będzie super… Oby!
     Za sprawą liszaja dostałam w prezencie tydzień wolny w pracy. Ale musiałam zastosować wokół siebie kwarantannę ;) No w każdym razie do domu nie pojechałam bo Amelka i Kostuś… Wiadomo… Więc siedziałam cały tydzień i się nudziłam…
     Znaczy obejrzałam wszystko co było do obejrzenia („Lincz”, „Keith”, „Jak się pozbyć celulitu”), przeczytałam wszystko co było do przeczytania (czyli dwie części „Kobiety na krańcu świata” Martyny Wojciechowskiej i „12 rozmów o miłości, rok po katastrofie” <Smoleńskiej> Joanny Racewicz. Polecam wszystkie trzy). Muszę przyznać, że odpoczęłam... Wyspałam się... Choć jak się okazało takie nic nie robienie też męczy ;))
    Jeszcze tylko trzy dni z Anką i Adasiem…
    Trzeba się spakować, opuścić po 5 latach ten pokój, tyle wspomnień…
Ja się zaraz popłaczę… :)
Najbardziej będę tęsknić za prusakami, myszami i obecną współlokatorką ;))
PS. Moje myśli są tak samo nie poukładane jak ten post...

Kochaj mnie…

Zobacz serwisy INTERIA.PL